Jakie postanowienia?

Nie lubię wielkopostnych postanowień.

W seminarium ojciec duchowny nakazywał nam takie. A następnie przepytywał, co wybraliśmy. Raz odpowiedziałem, że postanowiłem w Wielkim Poście nie pływać kajakiem.

Nie zamierzam wyśmiewać praktyki postanowień zanadto. Tylko trochę. Miałem kolegę, który palił papierosy. Cały rok na okrągło, z wyjątkiem Wielkiego Postu. Na ów czas przedsiębrał bowiem postanowienie niepalenia. We wtorek przed Popielcem wypalał ostatniego papierosa. A następnie trwał w nikotynowej abstynencji. W Niedzielę Palmową mówił: „jeszcze tydzień!”. Najpóźniej w Wielki Czwartek kupował cały karton papierosów. Po rezurekcji go otwierał i z lubością pogrążał się w oparach błękitnego dymu aż do końca przyszłorocznego Karnawału.

Mówię mu: gdybym wytrzymał sześć tygodni bez palenia, już bym do niego nie wrócił. A on wzruszał ramionami. Wiem coś o tym. Osiemnaście lat paliłem, z każdym dniem coraz więcej. Rzuciłem palenie nie w Poście, a w urlop. Gdy mnie korciło albo ssało, wsiadałem na rower i pędziłem przed siebie. Ale bolało bardzo. I było ciężko. Dlatego mówię mu, że to głupie postanowienie – nie palić półtora miesiąca, a potem wrócić do ćmienia, jak gdyby nigdy nic. A wiesz chociaż ile zaoszczędziłeś w tym czasie? – pytam. Kupiłeś sobie coś za to? Dałeś na jakiś dobry cel? Nie, nic z tych rzeczy. A więc tylko się udręczyłeś. Psu na buty.

Pierwsi chrześcijanie pościli, to znaczy mniej jedli. Po pierwsze: wydawali mniej pieniędzy na jedzenie, a zaoszczędzone mogli przeznaczyć na jałmużnę. Bo prawdziwa jałmużna jest nie wtedy, gdy dajesz czego masz za dużo, żeby ci się nie zepsuło. Prawdziwa jałmużna dzieje się, gdy połowę ze swojego talerza przekładasz na pusty talerz biednego. Po drugie: jeśli jedli mniej, to i krócej. Zyskiwali więc czas na modlitwę. Modlitwa, jałmużna i post dopełniają się wzajemnie.

Samo odmawianie sobie czegoś: jedzenia, picia, palenia, telewizji, komórki, zabawy czy innej przyjemności nabiera sensu, jeśli służy trwałej zmianie albo przynosi komu realny pożytek. W przeciwnym razie nie jest pracą nad sobą, tylko fanaberią, wyrazem pychy, powodem do pustej dumy, a nawet okazją do wynoszenia się nad innych.

Gdyby ktoś pytał: szczęśliwie już dłużej nie palę, niż paliłem i tym razem w Poście również postanawiam nie pływać kajakiem.