Mam wrażenie, że od czasu świętej Brygidy Szwedzkiej chrześcijaństwo strasznie posmutniało.
Do XIV wieku Chrystus nawet na krzyżu był w królewskich szatach i w koronie, mimo ran – z żywym spojrzeniem, triumfujący nad śmiercią, prawdziwy jej Zwycięzca. Krzyż rozsiewał blask kosztownych kruszców i kamieni, a na Wielki Tydzień trzeba go było zasłonić Szekiną fioletu, co praktykuje się do dziś.
Aż pojawiła się ona – Brygida – szlachetnie urodzona Szwedka, która nie potrafiła usiedzieć na miejscu. Najpierw zaniosło ją do Santiago de Compostella, następnie do Rzymu. Być w Rzymie i nie zobaczyć papieża? Ją to spotkało. Jak w sam raz papież był bowiem na wygnaniu w Avinionie. Więc zaczęła go monitować, że ma natychmiast wracać, co też papież potulnie uczynił, aczkolwiek jedynie na czas krótki. I bynajmniej nie z tego powodu chrzescijaństwo posmutniało.
Za zjawiskiem owym stoi a właściwie wisi wizerunek ukrzyżowanego Pana. Wisi w kaplicy Najświętszego Sakramentu rzymskiej bazyliki Świętego Pawła za Murami. On to ożył w oczach Brygidy, obrócił ku niej głowę i przemówił czyniąc wykład arytmetyczny. Jezus wyliczył bowiem, że podczas męki doznał 5480 zranień. Można stąd wywieść, że średnio na każde 3 centymetry kwadratowe powierzchni skóry przypadało jedno uszkodzenie. Lekcja arytmetyki trwała nadal. Okazało się, że jeśli jakaś pobożna dusza każdego z 365 dni w roku odmówi 15 razy Ojcze nasz i Zdrowaś Maryjo oraz towarzyszące im modlitwy, zagoi albo choć wynagrodzi rany Jezusowe. Nabożeństwo Brygidowe otrzymało piękny tytuł „Tajemnicy szczęścia” i – jeszcze przed wynalezieniem druku – było propagowane w rękopisach. Jednym z nich syciła swą pobożność nawet nasza święta królowa Jadwiga.
Skutek wizji szwedzkiej mistyczki okazał się jednak znacznie szerszy. Kult Męki Pańskiej zaczął rozpychać sie w pobożności wiernych bez pardonu. Artyści prześcigali się w wizerunkach Jezusa z martwą powieką, spływającego hektolitrami krwi broczącej z setek ran, krost, guzów i owrzodzeń na całym ciele. Zaczęły się rozpowszechniać Kalwarie, Męki Pańskie, Upadki, Chrystusowie u słupa biczowani, Drogi Krzyżowe a później Gorzkie Żale. I trwa to do dziś. Wystarczy przejrzeć ogłoszenia parafialne. Oferta duszpasterska na Wielki Post obejmuje szerszą gamę rekolekcji i nabożeństw, niż oferta modeli samochodów w chińskim salonie. A słyszał ktoś o jakim nabożeństwie wielkanocnym? A tak, Droga Swiatła – ktoś słyszał, ale nikt nie odprawia.
Mam postulat, jesli mogę. Może prośbę. Czy nie mógłbyś się, Panie Jezu, jakiejś pobożnej niewieście ukazać znów jak Marii Magdalenie: wśród kwiatów i z motyką ogrodnika na ramieniu? Z iskierką radości i nadziei? Przecież ostatnie słowo należy do Ciebie, do Życia, a nie do tego, co zadaje ból i śmierć. I może smutna i zbolała Brygida Szwedzka choć na chwilę by się uśmiechnęła? A nie, że taka bezustannie smutna…
