W Lourdes – tak samo jak w Ewangelii – Matka Boska mówi bardzo, bardzo niewiele.
W Ewangelii słyszymy Jej głos jedynie w czterech miejscach. Dwukrotnie odzywa się w scenie Zwiastowania, pytając anioła, jak się to stanie, że będzie matką, skoro nie zna męża oraz zgadzając się na jego słowo: niech mi się stanie według słowa twego (Łk 1). Stosunkowo wylewny jest hymn, jaki wyśpiewuje w odpowiedzi na serdeczne powitanie ze strony swojej krewnej Elżbiety, matki Jana, późniejszego Chrzciciela (Łk 1). Dwanaście lat później z niejakim wyrzutem zwróci się do Jezusa, który natenczas niezauważony pozostał w Jeruzalem: Synu, czemuś nam to uczynił? (Łk 2). Wreszcie dwukrotnie głos zabierze podczas godów w Kanie Galilejskiej: Jezusowi powie „wina nie mają”, a sługom – „zróbcie wszystko cokolwiek wam powie” (J 2). To zdanie, jako ostatnia zanotowana wypowiedź Maryi, określa się mianem Jej testamentu.
Właśnie mija 167 rocznica objawień Maryi w Lourdes (po francusku to słowo oznacza ciężar, brzemię). Bernarda Soubirous 17 razy widzi Piękną Panią, Małomówną Panią. Pierwsze widzenie ma miejsce 11 lutego 1858 roku. To tylko widzenie, bez słów. Z drugim jest podobnie. Dopiero podczas trzeciego widzenia 18 lutego za radą dorosłych Bernatka przynosi papier i atrament, prosi Panią, by ta zapisała, co ma do przekazania. Nie jest to konieczne, abyś zapisywała moje słowa – słyszy w odpowiedzi. Piękna Pani tego dnia stała się bardzo rozmowna. Za chwilę bowiem zadaje pytanie: czy panienka zechciałaby wyświadczyć mi łaskę i przychodzić tutaj przez piętnaście dni? Zwraca się do Bernardy jak inny wcześniej – „panienka”. Bernadka ma 144 centymetry wzrostu. Pokasłuje. Jest prawie analfabetką. Gdy po objawieniach wstąpi do klasztoru, siostry będą się z niej naśmiewać, że głupia, że mała, że nic nie rozumie, będą głośno dziękować Bogu, że nie są Bernadetą. A Matka Boska mówi do niej „panienka”. Podczas tego spotkania Madonna składa najważniejszą deklarację: nie obiecuję ci, że uczynię cię szczęśliwą na tym świecie, lecz w innym. A więc istnieje inny świat, świat szczęścia.
Podczas dziewiątego objawienia Piękna Pani mówi Bernadecie: idź do źródła, napij się i obmyj się. Dziewczyna wygrzebuje źródło w ziemi na dnie jaskini, w której wcześniej szukali schronienia dla swej trzody pasterze świń. Mówiąc wprost – ziemia w tym miejscu była niczym podłoga w stajni. Z gnoju pokrywającego skały Bernadka dobywa uzdrawiającą wodę. Dziewczynka słyszy jeszcze najważniejsze wezwanie: pokuta, pokuta, pokuta! I nie chodzi o jakieś odrażające umartwienia, ale o nawrócenie, o zmianę sposobu myślenia i życia.
Podczas trzynastego spotkania Piękna Pani prosi: idź i powiedz kapłanom, by wzniesiono tutaj kaplicę i przychodzono z procesją. Wreszcie 25 marca zgodnie z poleceniem proboszcza Bernadka pyta Panią o imię. A ta odpowiada w miejscowej gwarze: que soy era Immaculada Counceptiou – jestem Niepokalane Poczęcie.
I to właściwie wszystko. O tym, czy jakieś objawienie można uznać za autentyczne decyduje zestaw czynników i okoliczności. Należy do nich także zwięzłość przekazu i zgodność z przesłaniem Biblii i Tradycji. Mówiąc prościej: autentycznym jest takie objawienie, kiedy Maryja mówi niewiele i właściwie nie mówi nic nowego, przypominając jedynie to, o czym wszyscy dobrze wiemy, tylko nie zawsze chcemy pamiętać. Od wezwania do pokuty/nawrócenia zaczyna swoje nauczanie Jezus (Mk 1), a nasza ojczyzna – miejsce szczęścia – jest w innym świecie, w niebie (Flp 3).
Lourdes wpisuje się w ten mechanizm totalnie i bezwarunkowo. Gdy zaś ktoś się oburza, że mu Kościół nie chce jakichś objawień uznać, że powątpiewa, każe czekać, a tam Matka Boska tyle pięknych rzeczy mówi, TAK dużo – trzeba odpowiedzieć: no właśnie, może ZA dużo?