Kiedy pierwszy raz usłyszałem o akcji „szturmowania nieba”, pomyślałem zaraz o wieży Babel.
Taka była idea wzniesienia budowli, o której mówi Rdz 11.: zjednoczyć ludzi i umocnić ich w przekonaniu, że mogą zdobyć wszystko, co zechcą – nawet niebo. Ustna tradycja głosi, że kobiety – także w ciąży – przymuszono do wyrobu cegieł. Mężczyzn – jednych do ich układania, pozostałych do transportu. Wieża doszła do takich rozmiarów, że zaniesienie ładunku cegieł na szczyt i powrót zajmowały cały rok. Praca była niebezpieczna. Ale jeśli ktoś spadł po drodze, żałowano zawsze zmarnowanych cegieł – nigdy człowieka, który zginął. Na szczycie stali łucznicy i szyli strzałami z łuków w górę – na tym polegało szturmowanie nieba. Ostatecznie chodziło o usunięcie Najwyższego i zastąpienie go dziełem techniki i ludzkich rąk.
Historia wieży Babel ma konotacje historyczne. Na terenie Babilonii Żydzi widzieli wieże-piramidy, na ich szczytach stały posągi bóstw. Ludzie mieszkający u stóp tych budowli mówili innymi językami – różnymi od tego, którym Najwyższy rozmawiał z Adamem. Zresztą podobne do biblijnej historie można znaleźć w mitologiach ościennych, starożytnych narodów.
Symetryczną do wieży Babel jest historia Wieczernika i Pięćdziesiątnicy. Na budowie Babel Najwyższy pomieszał języki, rozbijając iluzoryczną jednomyślność. W Wieczerniku Zesłania Ducha Świętego doszło do przywrócenia komunikacji: „Jakżeż więc każdy z nas słyszy swój własny język ojczysty? Partowie i Medowie, i Elamici, i mieszkańcy Mezopotamii, Judei oraz Kapadocji, Pontu i Azji, Frygii oraz Pamfilii, Egiptu…” (Dz 2,8-10).
W ogóle jest tak – w pewnym momencie ludziska pomyśleli sobie: zorganizujemy oblężenie, w tym celu zbudujemy wieżę, przeprowadzimy szturm i siłą wedrzemy się do nieba. I nie udało się. Bo Najwyższy pomyślał sobie: nie wy będziecie się wspinać do nieba, tylko ja się schylę, zejdę na wasz poziom. I w swoim Synu „uniżył samego siebie” (Flp 2,8). Najwyższy dwa razy się schylił: żeby zaczerpnąć garść prochu i ulepić człowieka (Rdz 2,7) oraz żeby go zbawić. Na tym polega Boże Miłosierdzie, że Najwyższy się pochyla.
Zgrzytają mi w uszach te wszystkie pobożne „szturmy”. Ja wciąż myślę, może naiwnie, że modlitwa to nie ruszanie do ataku, ale czas, kiedy Najwyższy schyla się i bierze mnie na ręce. Przynajmniej tak mnie babcia uczyła…
[Grafika z sieci: wieża Babel by Marten Jacobszoon Heemskerk van Veen]