Trzy Cecylie

Choć imię to nie jest popularne, można znaleźć co najmniej kilkanaście Cecylii, które zapisały się w historii. Ja wybrałem trzy.

Zacznę od „pierwowzoru” – męczennicy Cecylii. Z całą pewnością została zabita z powodu swojego chrześcijaństwa. To jedyny pewnik. Wszystko inne, co o niej opowiadają, to legendy i pogłoski. Włącznie z imieniem. Bo słowo „Cecylia” wskazywało na przynależność do znamienitego rodu Cecyliuszów, piastujących onegdaj najwyższe urzędy w państwie. A w rzeczywistości owa niewiasta mogła nosić jakieś własne imię, nam nieznane. Mówi się, że choć piękna, była niewidoma. To znów „przekłamanie” biorące się stąd, że Cecylię skojarzono z łacińskim „caecum” (czyt.: cekum), co oznacza „niewidomego”. Kalectwo miała jej rekompensować nie tylko wyjątkowa uroda ale i zdolności muzyczne. Miała grać na organach. Taki wniosek wysnuto w oparciu o antyfonę z opisu jej męczeństwa. Znów nieco na wyrost i wskutek niedokładnej interpretacji tekstu. Poza tym organy były w jej czasach instrumentem wyjątkowym, nieosiągalnym, piekielnie drogim – ciśnienie powietrza w piszczałkach regulował słup wody. Organami dysponował cesarz Neron. Pamiętajmy: do kościołów z chórem i organami jeszcze daleka droga – jesteśmy u początku III wieku. Być może grała na jakiejś lirze czy harfie – dobrze urodzone dziewczęta rzymskie umiały także śpiewać. I tyle.

Napisany dwieście lat po jej śmierci opis śmierci Cecylii wspomina, że nasza bohaterka najpierw przyjęła chrzest. Potem wyszła za mąż za niejakiego Waleriana. Zaraz po zaślubinach a jeszcze przed dopełnieniem małżeństwa poinformowała lubego, że jest chrześcijanką, że oddała się całkowicie Chrystusowi oraz że jeśli ją tylko dotknie, to zarobi w dziób od anioła, który ją pilnuje. On nie może go zobaczyć, bo jest poganinem. Walerian chyba bardziej był ciekaw wyglądu anioła niż wdzięków żony. Niezwłocznie udał się bowiem do samego papieża Urbana I, który eksternistycznie całą wiarę chrześcijańską mu wyłożył i ochrzcił. Nie było tego wiele, ponieważ walki z herezjami, sobory i dogmaty miały się dopiero pojawić w przyszłości. Nie było prawa kościelnego, gdyż to uznałoby małżeństwo Cecylii i Waleriana za nieważne (zatajenie przed ślubem istotnej okoliczności bycia chrześcijanką) i za niedopełnione. Walerian idealnie nadawałby się zatem na prezesa TVP. Ale wróćmy do realiów: po chrzcie Walerian wrócił do domu i kogo zobaczył? Anioła, jak stał na straży jego małżonki, trzymając w ręku dwa wieńce – z lilii (znak dziewiczej czystości) i z róż (zapowiedź męczeństwa). Zaskakująco owe artefakty korespondują z dwiema koronami, jakie od Matki Boskiej miał otrzymać w ekstatycznej wizji Maksymilian Kolbe – on sam nigdy o niej nie wspominał, dopiero po męczeństwie Auschwitz opowiadała o niej matka świętego – Marianna Kolbowa.

Stafano Maderno: Święta Cecylia (1599).

Wkrótce wybuchła fala prześladowań chrześcijan. Dokonywano ich bardziej ze względów ekonomicznych, niż ideowych – majątek uśmierconych chrześcijan przechodził na własność władcy. Dość podobnie w XVI wieku rzecz się miała z przechodzeniem naszych książąt i szlachty z katolicyzmu na protestantyzm (głównie kalwinizm) – wraz ze zmianą orientacji religijnej lokalny władca konfiskował dobra parafii i klasztorów. Cecylka szczęśliwie rozdała wpierw majątek ubogim, żeby cesarzowi zrobić na złość. Legenda podaje, że najpierw miał ją zastraszyć i odwieść od wiary oddział 400 gwardzistów. Jednak żołnierze, oczarowani urodą Cecylii gremialnie się nawrócili, pomaszerowali do papieża Urbana, a ten – to już znamy z kawałka o Walerianie – pouczył ich i ochrzcił. Trochę się to kupy nie trzyma, że liczący 400 chłopa oddział maszeruje do papieża pewnie troszkę jednak przestraszonego prześladowaniem i na nikim to nie robi wrażenia, dopiero na późniejszych hagiografach. Następnie jeszcze sędzia próbował nawrócić Cecylię na pogaństwo, obsypując od stóp do głów komplementami. Rezolutna piękność miała mu odpowiedzieć, przedkładając świętość nad swą cielesność: za kawał błota nabędę złota! Torturowano ją, dusząc parą i dymem z ogniska, które ona miała za świeży powiew wiatru. Bezskutecznie. Wreszcie wydaną ją katu na ścięcie. Ale chłop nie miał wprawy, bo trzykrotnie w szyję ją ugodził mieczem, a i tak żyć nie przestała, jedynie krwawiąc obficie. Krew jej chrześcijanie – jak mówi legenda – z pietyzmem zbierali jako najcenniejszą relikwie. Tu znów historia jest słaba: bo jak współwyznawcy bezkarnie mogą być tak blisko egzekucji, nie stając o własne bezpieczeństwo? Dopiero po trzech dniach agonii Cecylia żyć przestała. Jej ciało pochowano w katakumbach św. Kaliksta. A pięć wieków później wydobyto z grobu, umieszczono w drewnianej skrzyni i zainstalowano w rzymskim kościele pod jej wezwaniem.

Żona Władysława IV – Cecylia Renata.

W roku 1599 kardynał Sfondrati nakazał zbadanie grobowca Cecylii. Dobyto zeń skrzynię. Po jej otwarciu zebranym ukazał się widok niezwykły: ciało świętej, w stanie nienaruszonym, leżało na prawym boku, z twarzą w dół – jakby zastygłe i nieruszane od czasu agonii. Zaraz zawołano też młodego choć utalentowanego rzeźbiarza Stefana Madernę. Chłopak zrobił dokładne szkice i na ich podstawie wydłubał z marmuru niezwykle ujmującą rzeźbę św. Cecylii. Inne wizerunku świętych ukazują ich w oparach męczeństwa lub w chwale nieba. Cecylka chyba jako jedyna święta – nie licząc Piet i opłakiwań Chrystusa – ma taki wyjątkowym, pośmiertny portret.

Obiecałem cecyliański tryptyk. Ale się rozpisałem, więc o pozostałych dwóch Cecyliach będzie krótko. Pierwsza – to nasza rodzima, żona króla Władysława IV – Cecylia Renata z domu Habsburg. Niewiasta słynąca dobrocią i pobożnością. Podobnie jak król Jadwiga umarła przy okazji porodu – z tym, że już trzeciego z kolei dziecka. Na większą cześć nie miała jednak wielkich szans. Szlachta jej nie lubiła. A to z tego powodu, że jako pierwsza królowa w naszej historii została koronowana nie w krakowskiej katedrze na Wawelu w u św. Jana w Warszawie.

Leonardo Da Vinci: Dama z gronostajem (ok. 1490).

Na koniec – wisienka na torcie: słynna „Dama z Łasiczką” (vel gronostajem) Leonarda to również Cecylia – z domu Gallerani, po mężu Bergamini, a jeszcze po drodze mogła być panią d’Este, ale nie bardzo to wyszło (że tak oględnie rzecz ujmę). Kobitka była wielce niebezpieczna, nosząc w sobie wybuchową mieszankę urodzi i mądrości. Urodę widać. A w kwestii mądrości trzeba wyjaśnić, że władała łaciną i greką, prowadziła dysputy filozoficzne i pisała wiersze – ale takie naprawdę na poziomie. Podobno swego czasu była najlepszą w składaniu rymów w całym Mediolanie. Leonardo namalował jej portret na nieco ponad sto lat przed tym, jak Stefan Moderno wyrzeźbił umarłą świętą Cecylię.