23 września 2021

Gdyby ta historia zdarzyła się dzisiaj, jej bohaterką byłaby dziewczynka z piątej klasy.

Agnieszka skończyła… 12 lat. Dziś byłaby zaledwie dzieckiem. Ale w tamtych czasach Rzymskie prawo zezwalało jej już na zawarcie małżeństwa. Więc chłopcy z sąsiedztwa – sami dobrze urodzeni, bo i ona pochodziła z zacnego rodu ruszyli w konkury. Jednak każdemu, gdy wracał do domu, odbijało się czarną polewką. Nie, żeby Agnieszce się nie podobali. Ale ona – jak chce opisujący jej męczeństwo pół wieku później św. Ambroży – postanowiła swoje życie poświęcić zupełnie Panu, czyli zrezygnować z małżeństwa w zupełności.
Chłopaki się troszkę zdenerwowali. Donieśli prefektowi Semproniuszowi, że Agnieszka jest chrześcijanka. A jak w sam raz cesarz Dioklecjan zarządził krótkie, co prawda, ale wyjątkowo krwawe prześladowanie uczniów Drogi.

Z lewej: Jeden aniołek igra z barankiem, drugi przynosi Agnieszce palmę męczeństwa i koronę – niebiański wieniec dla tych, co odnieśli przez wiarę zwycięstwo nad kruchością ciała. Malunek Domenichino. Z prawej: Godfrey Kneller sportretował jaką szlachetną damę, pozując ją na św. Agnieszkę. Takie historie się zdarzały. Trochę podstarzała ta dzieweczka tutaj.

Semproniusz sam chętnie teściem Agnieszki by został, bo akurat miał syna-kawalera na pozbyciu. Ale Agnieszka mu język pokazała, nadęła policzki i zapięła focha. Prefekt zagroził, że ją wyda na łaskę klientów domu raczej nie prywatnego. Ale to na niej nie zrobiło żadnego wrażenia. Więc kazał ją rozebrać do naga i tak, ku hańbie i zawstydzeniu, zawieść do domu uciech. Kiedy tylko Agnieszkę na ulicę wyprowadzono, w jednej chwili jej włosy stały się długie aż do stóp i okryły swoją bujnością jej dziewczęcą nagość. A jeśli któryś z mężów spojrzał na nią pożądliwie, zaraz zamierał porażony ślepotą. Nawet się to przytrafiło synowi Semproniusza. Ale Agnieszka w stronę Niebios westchnęła i chłopakowi wzrok wrócił. Co widząc – jego ojciec umył od sprawy ręce, jakiemuś innemu urzędnikowi sprawę Agnieszki przekazując. Ten skazał ją na śmierć przez spalenie na stosie, ale ułożone w pryzmę bierwiona nijak się ogniem zająć nie chciały. Aż jeden ze strażników dobył miecza i ugodził dziewczynkę w szyję, życie jej odbierając. To wszystko działo się na stadionie, który wypełnił się krwią męczennicy, co tak obficie z przebitej szyi tryskała. A świadkowie tego w owej krwi chustki na pamiątkę zanurzali, żeby wejść w posiadanie relikwii.

Z lewej: Tintoretto wymalował, jak Agnieszka przywraca swoją modlitwą wzrok synowi Sempreniusza. Z prawej: Chyba najbardziej dziewczęcy portret św. Agnieszki z pracowni Pacecco de Rosa.

Tyle legenda. Zresztą twardych faktów o życiu i męczeństwie świętej Agnieszki w zasadzie nie ma, poza wspomnianym kazaniem św. Ambrożego oraz kościołem zbudowanym na miejscu jej męczeństwa przez Konstantynę – córkę cesarza Konstantyna Wielkiego, co to chrześcijaństwo wolnością obdarzył. Konstantyna osobiście ta budową się zajęła, bo – jak wieść gminna niesie – chorowała na trąd, a przyzywając wstawiennictwa świętej Agnieszki, jak starożytny Naaman łaski oczyszczenia w cudowny sposób doznała.

Z lewej: Santa Inés ( po hiszpańsku – też ładnie). Guarino malował. Z prawej: Palmowa gałązka w ręku – to atrybut męczeństwa. Baranek – wiadomo. A ten smok za plecami, to diabeł, ci chciał w całej tej historii namieszać, ale – jak to zwykle bywa – przegrał. Obrazek nie wiadomo czyj, ale gdzieś z Niderlandów.

W niektórych krajach w wigilię – wieczór poprzedzający wspomnienie świętej Agnieszki – panny na wydaniu wróżby dotyczące zamążpójścia – jak u nas w Andrzejki – sobie urządzają. Bo jest Agnieszka patronką spraw matrymonialnych. Jej atrybutem jest baranek, bo łacińska Agnes kojarzy się z agnus, czyli barankiem właśnie. Nawet w tym dniu w Rzymie baranki się poświęca, które potem zakonnice ostrzygą, a z ich wełny materiał na paliusze (te takie białe szarfy z czarnymi krzyżykami), które metropolici noszą – uprzędą i utkają.

Wyłowiłem z sieci kilka obrazków świętej Agnieszki. Pooglądajcie.