16 października 2021

Ewangelicy też mają swojego „księdza Bosko”. Takiego od wieńca…

Katolicki ksiądz – Jan Bosko – zasłynął tworzeniem oratoriów – miejsc wychowania i opieki nad dziećmi ubogich dzielnic robotniczych Turynu, a później innych miast włoskich.Dokładnie w tym samym czasie identyczną działalność prowadził w Hamburgu ewangelicki pastor Johann Hinrich Wichern (obaj na zdjęciu).

Świetlica
Jest rok 1833. Janek Bosko przystępuje do sakramentu Bierzmowania. Heniu – o siedem lat starszy – zakłada na przedmieściach Hamburga świetlicę dla dzieci, których rodzice tracą czas, zdrowie i siły w tutejszych fabrykach. Sześć lat później Janek jest już seminarzystą. Heniu rozwija talenty pedagogiczne. Wpada na pomysł, jak połączyć naukę religii i rachunków. Na środku hamburskiej świetlicy wiesza na czterech powrozach drewniane koło konnego wozu. Na okutej krawędzi stawia dwadzieścia czerwonych i cztery białe świece – białe na niedziele a czerwone na powszednie dni Adwentu. Każdego wieczoru zapala w obecności dzieci o jedną świecę więcej. Wspólnie rachują: która to już świeca i ile ich jeszcze zostało do Bożego Narodzenia. Świece zapala nie przypadkowo, ale kolejno, w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara. Jakby zawracał czas. To logiczne. Chodzi przecież o to, żeby cofnąć się ponad 1900 lat do Betlejem, na Noc Narodzenia Pana.

Tradycyjny wieniec adwentowy.

Żydowskie echa
To zapalenie świec odbywa się w analogicznym porządku, jak robią do Żydzi, dokładnie w tym samym czasie przeżywający swoją Chanukiję. Z każdym dniem płonących świec jest więcej, a przez to i jaśniej robi się w – nomen omen – świetlicy. To też ma swoje, aż dwojakie uzasadnienie. Bo czeka się na przyjście Chrystusa – Światłości Świata. A poza tym powolutku, zrazu niezauważalnie, ale jesienne ciemności zaczynają się przełamywać, dnia pomaleńku przybywa. Wszak i u nas mówi się „Święta Łucja (13 grudnia) dnia przyrzuca” a „Na nowy rok przybywa dnia na barani skok”.

Wieniec Wicherna
Pomysł podchwycą wkrótce kolejne parafie ewangelickie. A koło ze świecami będą nazywać – na pamiątkę pomysłodawcy – Wichernkranz. Dwadzieścia lat później znajdzie się jakiś esteta, któremu przeszkadzać będzie brzydkie, drewniane koło z zardzewiałą obręczą. Więc wpadnie na pomysł, by obłożyć je jodłowymi gałązkami, skradzionymi z drzewka, niczym zakazany owoc w raju. Dopiero na samo Boże Narodzenie wieniec z tych „kradzionych” gałązek ustąpi miejsca „drzewku” (tak się u nas w Galicji i w Beskidach mówi, a nie jakaś tam „chojinka”), też wieszanemu u sufitu, jak wieniec adwentowy. W tym samym czasie – tak przy okazji – ksiądz Bosko ma już za sobą nie tylko ugruntowane zasługi na polu religijno-wychowawczym, ale również decyzję o założeniu salezjanów.

Największy na świecie wieniec adwentowy w Mariazell.

Kościoły uwieńczone
Z biegiem czasu wieniec ewoluuje. Trafia do kościołów. Wierni przychodzą na nabożeństwa w niedziele. Więc ujmuje się świeczki oznaczające powszednie dni Adwentu (zresztą w różnej licznie, w zależności od czasu jego trwania – od 18 do 24). Pozostają tylko świece niedzielne, zrazu wyłącznie białe.W pierwszą niedzielę Adwentu 1925 roku wieniec umieszczono po raz pierwszy w jednym z katolickich kościołów Kolonii. Pięć lat później pomysł przejęli katolicy w Monachium. Do końca II wojny światowej adwentowe wieńce ze świecami płonęły już nie tylko w kościołach katolickich ale w niemal każdym niemieckim domu. Naziści próbowali zawłaszczyć ten zwyczaj, odrywając symbolikę wieńca od Chrystusa i łącząc go z kultem Słońca i starogermańskim kultem światła („Lichterkranz”).

Na polskiej ziemi
Na obecnych ziemiach polskich wieniec popularyzował sam Wichern, wielokrotnie podróżując na Śląsk. W przygranicznych, ale już Małopolskich Komorowicach najstarsi mieszkańcy wspominali, że wieniec adwentowy pojawił się w tutejszym kościele podczas okupacji niemieckiej. Wydarzenie to miało jednak charakter incydentalny. Dopiero przełom wieków i tysiącleci sprawił, że dziś aż trudno znaleźć kościół a nawet pobożny dom – zwłaszcza taki, w którym są dzieci – gdzie nie byłoby adwentowej dekoracji. Oczywiście modyfikowanej po swojemu, gdzie pojawiają się świece czerwone, fioletowe (a na trzecią niedzielę Adwentu różowe), wieńce zdobią wstążki, bombki udające jabłka. Wichernkranz wziął ślub ze świecą Roratnią i w parze z nią przekonująco przypomina o czasie Adwentu.A jeśli to tego dołożyć ciekawe konotacje z żydowskim Świętem Chanukiji (które w tym roku zaczyna się 10 grudnia, a więc będzie okazja jeszcze coś o nim powiedzieć), to okaże się, że wszystkie te znaki są przejawem tęsknoty człowieka za światem, ciepłem i dobrem.

Wieniec adwentowy w Kaufbeure wisi na pomniku Neptuna.

Znak czasu
Zastanawiam się, czy przypadkiem w tech chwili ksiądz Bosko i pastor Wichern nie siedzą sobie na ławeczce w jakiejś spokojne alejce niebiańskiej, wzdychając:- Wiesz, Johann, ja jednak dziękuję Najwyższemu, żeśmy się urodzili 200 lat temu…- Też tak myślę, Heniu. Dziś musiałbym prowadzić zajęcia w oratorium online, a ty ten swój wieniec adwentowy, to być pewnie w jakimś majnkrafcie składał, hehehe…Tymczasem największy na świecie wieniec adwentowy znajdziemy dziś w Mariazell. Wisi tutaj na specjalnej konstrukcji nad fonranną. Ma 12 metrów średnicy. Waży 6 ton. Umieszczono na nim świece na każdy dzień Adwentu.Ustępuje mu nieco wieniec w Kaufbeuren. Ma „tylko” 8 metrów średnicy. Ale za to wykonany jest w całości z prawdziwych gałęzi jodłowych. Stoją na nim cztery, dwumetrowe świece z prawdziwego wosku pszczelego. Żeby było śmieszniej, stoi na miejskiej fontannie, zawieszonej na głowie posągu… Neptuna. Nie tylko świat jest mały. Niebo – też.

[zdjęcia – z domen publicznych]