29 września 2022

20. tydzień zwykły

Ewangelia + krótkie opowiadanie na każdy dzień.

20. tydzień zwykły – poniedziałek


Mt 19,16-22: Pewien człowiek zbliżył się do Jezusa i zapytał: „Nauczycielu, co dobrego mam czynić, aby otrzymać życie wieczne?” Odpowiedział mu: „Dlaczego Mnie pytasz o dobro? Jeden tylko jest Dobry. A jeśli chcesz osiągnąć życie, zachowaj przykazania”. Zapytał Go: „Które?” Jezus odpowiedział: „Oto te: nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, czcij ojca i matkę oraz miłuj swego bliźniego jak siebie samego”. Odrzekł Mu młodzieniec: „Przestrzegałem tego wszystkiego, czego mi jeszcze brakuje?” Jezus mu odpowiedział: „Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną”. Gdy młodzieniec usłyszał te słowa, odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości.

Ojciec po raz pierwszy zabrał syna na ucztę w pałacu pana, któremu służył. Kiedy byli już w bramie syn przystanął nagle.
– Ojcze, ale ja nie wiem, jak mam się tutaj zachować.
Ojciec spojrzał na niego z uśmiechem i odpowiedział mu:
– Kiedy nie wiesz, jak się zachować, zawsze zachowuj się przyzwoicie.

Czego chciał młodzieniec od Jezusa? Wskazówek, rad, drogowskazów. Co usłyszał? Rób to, co wszyscy. Żeby zdobyć niebo nie potrzeba wyczyniać rzeczy nadzwyczajnych. Wystarczy po prostu być przyzwoitym człowiekiem. Okazuje się jednak, że nawet tylko to może nie być takie łatwe.
Daj mi, Panie, anioła przyzwoitości. Zwłaszcza wówczas, gdy stracę rezon, poczucie pewności, gdy się pogubię.


20. tydzień zwykły – wtorek

Mt 19,23-30: Jezus powiedział do swoich uczniów: „Zaprawdę powiadam wam: Bogaty z trudnością wejdzie do królestwa niebieskiego. Jeszcze raz wam powiadam: Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego”. Gdy uczniowie to usłyszeli, przerazili się bardzo i pytali: „Któż więc może się zbawić?” Jezus spojrzał na nich i rzekł: „U ludzi to niemożliwe, lecz u Boga wszystko jest możliwe”. Wtedy Piotr rzekł do Niego: „Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą, cóż więc otrzymamy?” Jezus zaś rzekł do nich: „Zaprawdę powiadam wam: Przy odrodzeniu, gdy Syn Człowieczy zasiądzie na swym tronie chwały, wy, którzyście poszli za Mną, zasiądziecie również na dwunastu tronach sądząc dwanaście pokoleń Izraela. I każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy. Wielu zaś pierwszych będzie ostatnimi, a ostatnich pierwszymi.”

Kobieta ze znaczną nadwagą poszła do lekarza.
– Muszę schudnąć. Co mam robić?
– Gimnastykować się.
– Ale jak? Pływać nie umiem, biegać nie potrafię…
– Proszę zacząć od prostych ćwiczeń. Najlepiej na początek niech pani obraca głową, o tak – tu lekarz zademonstrował ćwiczenie – w lewo i w prawo, w lewo u w prawo.
– A jak często mam powtarzać to ćwiczenie, panie doktorze?
– Na początku proszę tak poruszać głową za każdym razem, kiedy ktoś spyta, czy czegoś by panie nie przekąsiła.

Mieć, posiadać – te terminy mają charakter statyczny, kojarzą się z siedzeniem, bezruchem, ociężałością. Z kolei w pojęciach wyrzec się, pozbyć – kryje się jakiś dynamizm, energia, siła, ruch, coś mówi: wstań, rusz się, idź, zrób coś. Królestwo Boże jest czymś w rodzaju kondycji – trzeba się ruszać, wciąż ćwiczyć, dbać. Zbawienie nie jest kwestią posiadania, ale zdobywania.
Panie, pozwól mi nie tylko pamiętać o codziennych ćwiczeniach ciała i duszy, ale też systematycznie poszerzać je i intensyfikować.


20. tydzień zwykły – środa

Mt 20,1-16a: Jezus opowiedział swoim uczniom następującą przypowieść: „Królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: «Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam». Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił. Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: «Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?» Odpowiedzieli mu: «Bo nas nikt nie najął». Rzekł im: «Idźcie i wy do winnicy». A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: «Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych». Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: «Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekoty». Na to odrzekł jednemu z nich: «Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje, i odejdź. Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę?

Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?» Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi”. Żebrak zapukał do drzwi bogatej willi.
– Czy mógłbym prosić o dwa złote na filiżankę kawy.
Czyjaś ręka wyciągnęła w jego stronę banknot dwudziestozłotowy.
– Masz tutaj i kup sobie dziesięć filiżanek kawy.
W środku nocy właściciela willi obudziło łomotanie do drzwi.
– No tak, upił się za te dwadzieścia złotych i teraz nie da mi spokoju – mamrotał pod nosem zapinając szlafrok. – Słucham?
– Ty draniu! – wykrzyczał żebrak. – Przez te twoje przeklęte dziesięć kaw od dwóch godzin obracam się z boku na bok i nie mogę oka zmrużyć!

Nadmiar szkodzi. Dlaczego więc chcesz od Pana Boga więcej, niż masz? Widocznie nie tylko akurat na tyle zasługujesz, ale więcej niż masz, pewnie nie wyszłoby ci na zdrowie.
Panie, kiedy się chwieję, podeprzyj mnie i wyprostuj i pomóż znaleźć równowagę poprzez anioła zadowolenia.


20. tydzień zwykły – czwartek

Mt 22,1-14: „Jezus w przypowieściach mówił do arcykapłanów i starszych ludu: «Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi. Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść. Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: «Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę: woły i tuczne zwierzęta pobite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę». Lecz oni zlekceważyli to i poszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa, a inni pochwycili jego sługi i znieważywszy ich, pozabijali. Na to król uniósł się gniewem. Posłał swe wojska i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić. Wtedy rzekł swoim sługom: «Uczta wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni. Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie». Słudzy ci wyszli na drogi i sprowadzili wszystkich, których napotkali: złych i dobrych. I sala zapełniła się biesiadnikami. Wszedł król, żeby się przypatrzyć biesiadnikom, i zauważył tam człowieka nie ubranego w strój weselny. Rzekł do niego: «Przyjacielu, jakże tu wszedłeś nie mając stroju weselnego?» Lecz on oniemiał. Wtedy król rzekł sługom: «Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz w ciemności.

Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów». Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych”. Niedzielny wieczór. Na herbatce spotkali się proboszczowie z dwóch sąsiednich parafii.
– O czym mówiłeś dziś w kazaniu? – spytał pierwszy.
– O tym, że bogaci powinni się dzielić z ubogimi tym, co mają.
– I jak myślisz, jaki skutek odniosło twoje kazanie?
– Połowiczny.
– Połowiczny? Co to znaczy?
– To znaczy, że ubodzy są już gotowi wziąć, tylko bogaci nie są jeszcze skorzy do dania.

Kto odrzuca zaproszenie na ucztę w Jezusowej przypowieści? Ci, którzy coś posiadają: pole, interes, jeszcze coś innego. Chętni są zawsze ci, którzy nic nie mają. Ale – uwaga? Tak zupełnie niczego nie mieć też nie można. Okazuje się, że potrzebna jest szata godowa. Co to takiego? Święty Paweł wyjaśnia: na to wszystko zaś przyobleczcie miłość. I wszystko staje się jasne.
Panie, niech twój anioł przypomina mi, że nawet jeżeli posiadam cały świat, a miłości nie mam, jestem niczym i do udziału w uczcie niebieskiej jednak się nie kwalifikuję.


20. tydzień zwykły – piątek

Mt 22,34-40: Gdy faryzeusze dowiedzieli się, że Jezus zamknął usta saduceuszom, zebrali się razem, a jeden z nich, uczony w Prawie, zapytał Go, wystawiając Go na próbę: „Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?” On mu odpowiedział: „«Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem». To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: «Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego». Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy”.

– Proszę księdza, czy przeglądanie się w lustrze jest grzechem? – pytała księdza pobożna niewiasta.
– Tylko wówczas, kiedy stoi się zbyt blisko lustra.
– Ach, rozumiem, chodzi o to, by nie popsuć sobie wzroku.
– Nie, proszę pani. Chodzi o to, że stojąc zbyt blisko lustra, nie widzi się już nic, oprócz siebie. I to dopiero jest grzech.
Co znaczy: miłuj bliźniego jak siebie? Chyba właśnie to: przeglądając się w lustrze stój w takiej odległości, by co najmniej połowę jego powierzchni zostawić dla innych. Gdy widzisz tylko siebie, jesteś egoistą. Gdy nie widzisz siebie wcale, dążysz do samozagłady. Więc stój właśnie we właściwej odległości.
Panie pozwól mi zachować właściwy dystans: do lustra, do siebie, do innych, żeby wszystko było w porządku.


20. tydzień zwykły – sobota

Mt 23,1-12: Jezus przemówił do tłumów i do swoich uczniów tymi słowami: „Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią. Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą. Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać. Rozszerzają swoje filakterie i wydłużają frędzle u płaszczów. Lubią zaszczytne miejsce na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach. Chcą, by ich pozdrawiano na rynku i żeby ludzie nazywali ich Rabbi. Otóż wy nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście. Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie. Nie chciejcie również, żeby was nazywano mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus. Największy z was niech będzie waszym sługą. Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony”.

Sam Aleksander Wielki znów spotkał tego filozofa-dziwaka Diogenesa, który tym razem grzebał w… ludzkich kościach.
– Czego tam szukasz? – spytał wstrząśnięty władca połowy świata.
– Szukam tego, czego nie sposób znaleźć.
– A cóż to takiego?
– Różnica – odpowiedział Diogenes. – Różnica między kośćmi twego ojca i kośćmi jego niewolników.

Owszem, różnimy się: wyglądem, barwą głosu, kolorem oczu i włosów, wzrostem, nawet talentem i bystrością umysłu. Ale wszyscy mamy te same wątroby, serca, płuca, mięśnie i kości. I wszystkich nas czeka tak samo śmierć i obrócenie się w proch. Więc tym bardziej wywyższanie się nad innych – jak mędrców, co zasiedli na katedrze Mojżesza – budzi jedynie litość i pusty śmiech.
Panie, nie pozwól, bym innym dawał powód do litowania się i pustego śmiechu nade mną. Poślij takiego anioła, który od czasu do czasu wypuści ze mnie odrobinę niepotrzebnego powietrza.