22 maja 2022

5. tydzień zwykły

Minihomilie na dni 7-12 lutego.

5. tydzień zwykły – poniedziałek

Mk 6,53-56
Gdy Jezus i uczniowie Jego się przeprawili, przypłynęli do ziemi Genezaret i przybili do brzegu.
Skoro wysiedli z łodzi, zaraz Go poznano. Ludzie biegali po całej owej okolicy i zaczęli znosić na noszach chorych, tam gdzie, jak słyszeli, przebywa. I gdziekolwiek wchodził do wsi, do miast czy do osad, kładli chorych na otwartych miejscach i prosili Go, żeby choć frędzli u Jego płaszcza mogli się dotknąć. A wszyscy, którzy się Go dotknęli, odzyskiwali zdrowie.

Niezbyt trzeźwy mężczyzna wraca późnym wieczorem do domu. Wychodzi na piętro kamienicy, w której mieszka. Wspinając się po schodach zgrzał się nieco, więc zdejmuje płaszcz. Kiedy manipuluje kluczem w zamku płaszcz zsuwa się z jego ręki i turlając po schodach spada na sam dół. Zniechęcony mężczyzna ostrożnie schodzi w ślad za nim, schyla się z mozołem i podnosząc płaszcz wzdycha głęboko:
– Całe szczęście, że mnie w tym płaszczu nie było…

Jezus – na całe szczęście – jest w swoim płaszczu, a ludzie mogą dotknąć jego frędzli – to tradycyjny znak wierności Bożym przykazaniom. W ten sposób Jezus dając łaskę, niejako przy okazji uczy posłuszeństwa Ojcu.


5. tydzień zwykły – wtorek

Mk 7,1-13
U Jezusa zebrali się faryzeusze i kilku uczonych w Piśmie, którzy przybyli z Jerozolimy. I zauważyli, że niektórzy z Jego uczniów brali posiłek nieczystymi, to znaczy nieumytymi rękami. Faryzeusze bowiem i w ogóle Żydzi, trzymając się tradycji starszych, nie jedzą, jeśli sobie rąk nie obmyją, rozluźniając pięść. I gdy wrócą z rynku, nie jedzą, dopóki się nie obmyją. Jest jeszcze wiele innych zwyczajów, które przejęli i których przestrzegają, jak obmywanie kubków, dzbanków, naczyń miedzianych.
Zapytali Go więc faryzeusze i uczeni w Piśmie: „Dlaczego Twoi uczniowie nie postępują według tradycji starszych, lecz jedzą nieczystymi rękami?”
Odpowiedział im: „Słusznie prorok Izajasz powiedział o was obłudnikach, jak jest napisane: «Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie. Ale czci Mnie na próżno, ucząc zasad, podanych przez ludzi». Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji, dokonujecie obmywania dzbanków i kubków. I wiele innych podobnych rzeczy czynicie”.
I mówił do nich: „Umiecie dobrze uchylać przykazanie Boże, aby swoją tradycję zachować. Mojżesz tak powiedział: «Czcij ojca swego i matkę swoją» oraz: «Kto złorzeczy ojcu lub matce, niech śmiercią zginie». A wy mówicie: «Jeśli kto powie ojcu lub matce: Korban, to znaczy darem złożonym w ofierze jest to, co by ode mnie miało być wsparciem dla ciebie», to już nie pozwalacie mu nic uczynić dla ojca ni dla matki. I znosicie słowo Boże przez waszą tradycję, którąście sobie przekazali. Wiele też innych tym podobnych rzeczy czynicie”.

Na koncercie dostrzegł tak piękną kobietę, że zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia. Zaczął jej szukać, rozpytywać o nią, tęsknić i marzyć. Zaczął też pisać gorące uczuciami listy, które chował do szuflady. W końcu, po wielu tygodniach, spotkał kogoś, kto ją znał i przez tego kogoś umówił się z nią na spotkanie.
Kiedy usiedli na umówionej ławeczce parkowej wyjął zza pazuchy zawiniątko z listami i zaczął czytać jeden po drugim, jak to tęskni za nią i pragnie ją spotkać. Po kwadransie straciła cierpliwość:
– Głupi jesteś – powiedziała przerywając rzewliwą lekturę. – Zanudzasz mnie lekturą listów o tęsknocie, jakbyś nie zauważył że siedzę tuż obok ciebie, na wyciągnięcie ręki…

Życie wyłącznie przeszłością, proroctwami i przepisami, wieszczącymi nadejście Mesjasza może zaślepić na jego rzeczywistą obecność. Ciesz się więc Jego obecnością. Mówienie o tęsknocie za Bogiem jest co nieco nie na miejscu, skoro Bóg zawsze jest tuż obok, na wyciągnięcie ręki.


5. tydzień zwykły – środa

Mk 7,14-23
Jezus przywołał znowu tłum do siebie i rzekł do niego: „Słuchajcie Mnie wszyscy i zrozumiejcie. Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym. Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha”.
Gdy się oddalił od tłumu i wszedł do domu, uczniowie pytali Go o to przysłowie. Odpowiedział im: „I wy tak niepojętni jesteście? Nie rozumiecie, że nic z tego, co z zewnątrz wchodzi w człowieka, nie może uczynić go nieczystym; bo nie wchodzi do jego serca, lecz do żołądka i na zewnątrz się wydala”. Tak uznał wszystkie potrawy za czyste.
I mówił dalej: „Co wychodzi z człowieka, to czyni go nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym”.

Żyjący w odosobnieniu mnich przyszedł do opata:
– Moja pustelnia strasznie cuchnie. Czy mogę zmienić ją na nową?
Opat się zgodził. Po pół roku mnich ugiął się przed opatem z taką samą prośbą. Opat również przychylił się tej prośbie. Kiedy po kolejnych sześciu miesiącach po raz trzeci przedstawił identyczną sprawę, opat postanowił przyjrzeć się problemowi nieco uważniej. Po wnikliwym badaniu przedstawił jego wynik mnichowi:
– Mój drogi, na nic się zda zmiana pustelni co kilka miesięcy, bowiem źródłem tego nieprzyjemnego zapachu jesteś ty sam.

Często…, nie – zawsze człowiek szuka źródła zła na zewnątrz. A Jezus dziś przedstawia wyniki własnych badań ludzkiego wnętrza w tym względzie: źródłem zła jest twoje wnętrze, jesteś nim ty sam.


5. tydzień zwykły – czwartek

Mk 7,24-30
Jezus udał się w okolice Tyru i Sydonu. Wstąpił do pewnego domu i chciał, żeby nikt o tym nie wiedział, lecz nie mógł pozostać w ukryciu.
Wnet bowiem usłyszała o Nim kobieta, której córeczka była opętana przez ducha nieczystego. Przyszła, upadła Mu do nóg, a była to poganka, Syrofenicjanka rodem, i prosiła Go, żeby złego ducha wyrzucił z jej córki.
Odrzekł jej: „Pozwól wpierw nasycić się dzieciom; bo niedobrze jest wziąć chleb dzieciom i rzucić psom”.
Ona Mu odparła: „Tak, Panie, lecz i szczenięta pod stołem jadają z okruszyn dzieci”.
On jej rzekł: „Przez wzgląd na te słowa idź, zły duch opuścił twoją córkę”. Gdy wróciła do domu, zastała dziecko leżące na łóżku, a zły duch wyszedł.

Byli bardzo młodym małżeństwem. I bardzo biednym: on posiadał tylko zegarek, ale bez paska. Je całym majątkiem były piękne, długie włosy, których nie miała jednak czym uczesać, w związku z czym zawsze nosiła na głowie chustkę. Na pierwszą rocznice ślubu, jedno w tajemnicy przed drugim postanowili zrobić sobie nawzajem jakiś miły, drobny prezent. Zaczęła ona:
– Kupiłam ci, kochany, pasek do twojego zegarka.
On, nieco zmieszany wyjął z kieszeni małe zawiniątko.
– A ja kupiłem ci grzebień. Tylko… wiesz… ten pasek nie będzie mi potrzebny, bo żeby kupić ci grzebień, sprzedałem zegarek.
– To nic, kochanie, bo ja, żeby kupić ci pasek do zegarka ścięłam i sprzedałam moje włosy.

Jezus przypomina o właściwej kolejności: najpierw jedzenie dla dzieci, potem dla psów. Nie jest to „ekologiczna” kolejność. Ale faktycznie nie o samą kolejność tutaj tylko idzie. Cała historia z Syrofenicjanką jest dowodem konieczności dialogu i rozmowy, bez których międzyludzkie relacje ocierają się o ból.


5. tydzień zwykły – piątek

Mk 7,31-37
Jezus opuścił okolice Tyru i przez Sydon przyszedł nad Jezioro Galilejskie, przemierzając posiadłości Dekapolu.
Przyprowadzili Mu głuchoniemego i prosili Go, żeby położył na niego rękę. On wziął Go na bok osobno od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka; a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: „Effatha”, to znaczy: „Otwórz się”. Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić.
Jezus przykazał im, żeby nikomu nie mówili. Lecz im bardziej przykazywał, tym gorliwiej to rozgłaszali.
I pełni zdumienia mówili: „Dobrze uczynił wszystko. Nawet głuchym słuch przywraca i niemym mowę”.

Chłop pewien przyjechał do miasta w odwiedziny do rodzonego brata.
Kiedy szli zgiełkliwą ulicą, przybysz zatrzymał się gwałtownie.
– Słyszysz? – chwycił za rękę.
– Co? Ulica, auta jeżdżą, ludzie drepcą, gadają, ciamkają lody…
– Nie, jeszcze coś, świerszcz tu gdzieś rzępoli, poczekaj, o tu, w klombie…
Chłopu udało się znaleźć świerszcza.
– Ty, popatrz, nie usłyszałem – brat stał zmieszany.
– Bo wam tu w mieście nie świerszcze w głowie.
– A co?
Chłop wyjął z kieszeni dwa złote i ostentacyjnie upuścił monetę na chodnik. Na ten odgłos kilkunastu przechodniów odruchowo zwolniło, a kilku nawet zaczęło się rozglądać, czy może nie uda im się znaleźć szczęśliwie małego pieniążka.

Otwórz się – woła Jezus- otwórz się, by usłyszeć coś innego, niż tylko odgłosy tego świata. Bo trzeba usłyszeć miłość, dobro, spokój, nawet ciszę też trzeba usłyszeć…


5. tydzień zwykły – sobota

Mk 8,1-10
Gdy znowu wielki tłum był z Jezusem i nie mieli co jeść, przywołał do siebie uczniów i rzekł im: „Żal mi tego tłumu, bo już trzy dni trwają przy Mnie, a nie mają co jeść. A jeśli ich puszczę zgłodniałych do domu, zasłabną w drodze; bo niektórzy z nich przyszli z daleka”.
Odpowiedzieli uczniowie: „Skąd tu na pustkowiu będzie mógł ktoś nakarmić ich chlebem?”
Zapytał ich: „Ile macie chlebów?”
Odpowiedzieli: „Siedem”.
I polecił ludowi usiąść na ziemi. A wziąwszy te siedem chlebów, odmówił dziękczynienie, połamał i dawał uczniom, aby je rozdzielali. I rozdali tłumowi. Mieli też kilka rybek. I nad tymi odmówił błogosławieństwo i polecił je rozdać.
Jedli do sytości, a pozostałych ułomków zebrali siedem koszów. Było zaś około czterech tysięcy ludzi. Potem ich odprawił.
Zaraz też wsiadł z uczniami do łodzi i przybył w okolice Dalmanuty.

Dwóm przestępcom zasługującym na śmierć król wyznaczył niezwykły sposób egzekucji bądź łaski: kazał im przejść po linie rozciągniętej nad bezdenną przepaścią. Jeśliby dotarli szczęśliwie na drugi brzeg, mogli zachować swoje życie.
Pierwszy ze skazańców ruszył śmiało naprzód… i przeszedł. Uradowany zaczął skakać z radości. Wówczas ten drugi pokrzykując zaczął go prosić:
– Jak tego dokonałeś?
– Nie wiem – odpowiedział. – Jakoś tak po prostu: kiedy ciągnęło mnie w lewo, odchylałem sie w prawo i odwrotnie. Oto cały sekret.

Gdyby zapytać apostołów, w jaki sposób nakarmili tłumy, odpowiedzieliby: nie wiemy. Po prostu: kiedy brakowało im chleba w rękach, szli do Jezusa i brali kolejne kawałki. I w ten sposób starczyło chleba dla wszystkich. Tak jest z łaską, dobrem, miłością, ze wszystkim w życiu: jeżeli czegoś zaczyna brakować, trzeba po prostu – nie pytając o nic – iść do Jezusa.