30 lipca 2021

Post na post: postaram się tutaj systematycznie wrzucić coś o Wielkim Poście.

▪ Kto to wymyślił, żeby w Popielec smarować się popiołem? Trudno powiedzieć. Głowy posypywali popiołem, albo nawet się w nim tarzali starożytni Grecy, Egipcjanie, Arabowie i Żydzi. To był znak uniżenia, uznania swojej słabości, winy i zła. Poganie mazali się popiołem, pozostałym po spalonych na ołtarzu ofiarach – wierząc, że w ten sposób wchodzą w kontakt z bóstwem, któremu ofiarowali tego barana albo cielaka.

▪ O nawróceniu w „worze (szacie pokutnej) i popiele” krzyczy Jezus do mieszkańców Betsaidy i Korozain (Mt 11,21). W taki sposób uśmierzyli gniew Boga mieszkańcy Niniwy, do których Najwyższy posłał Jonasza.

▪ Chrześcijaństwo nie za bardzo wiedziało, co zrobić z grzesznikami. Najpierw sprawa była prosta: jesteś chrześcijaninem – nie grzeszysz. Zgrzeszyłeś – już nie jesteś chrześcijaninem. Ludziska zaczęli więc – z cesarzem Konstantynem na czele – odkładać chrzest na ostatnią chwilę, to jest na łoże śmierci, żeby nie było, że chrześcijanin – a zgrzeszył. Więc postanowiono coś z tym zrobić. Pojawiło się wyznanie i odpuszczenie grzechów. To dokonywało się ono w atmosferze tajemnicy. Wiadomo: spowiedź, to spowiedź. Ale za to pokuta była już publiczna, I właśnie na początku Wielkiego Postu – najpierw w poniedziałek po pierwszej niedzieli – gromadzili się ci pokutnicy na specjalnym nabożeństwie. Leżeli krzyżem na podłodze, a wszyscy śpiewali – jak przy święceniach kapłańskich – litanię do świętych. Potem biskup posypywał ich popiołem i… wypędzał z kościoła. To był obrzęd wygnania grzeszników. Nie, że na zawsze. Tylko na jakiś czas. Bo największą karą było to, że nie mogli w pełni uczestniczyć w życiu religijnym wspólnoty.

▪ Ale po jakimś czasie ci, którzy nie dostali tak ciężkiej, publicznej pokuty, zaczęli odczuwać wyrzuty sumienia: bo oni też wcale tacy święci nie są, a to, że nie zgrzeszyli aż tak ciężko, może być bardziej szczęśliwym, niż jakąś ich zasługą. Głupio tak było, że jednych sypie się tym popiołem a innych nie. Więc w X wieku nastąpiła już „urawniłowka” – i wszyscy podchodzili po ten popiół na głowę. Pewnie wiecie, że motocykliści dzielą się na tych, którzy już mieli wywrotkę, albo dopiero ją zaliczą. Z chrześcijanami sprawa wygląda podobnie: albo już zgrzeszyli, albo im się to dopiero przydarzy, więc nie ma nic złego w tym, że popiół przyjmuje na głowę każdy, kto w Boga wierzy.

[Na ilustracji: obraz Juliana Fałata „Popielec”. Artysta przedstawił tutaj obrzęd posypania głów popiołem w jednym z rzymskich kościołów. Jakiś czas przebywał w Wiecznym Mieście i stąd ta tematyka w klimacie włoskim, a nie rodzimym (proszę zwrócić uwagę na charakterystyczne ażurowe welony na głowach pań.]