30 lipca 2021

Była taka relikwia, pamiątka po narodzeniu i obrzezaniu Jezusa: pępowina i napletek w cyprysowej szkatułce.

Karol Wielki podarował ją papieżowi Leonowi III. Ukradł je luterański żołnierz Karola V w 1527 roku. Schwytano go w miasteczku Calcata, 50 kilometrów za Rzymem. Relikwie tutaj pozostały do roku 1983. Wówczas zostały skradzione – nie wiadomo kto, nie wiadomo jak, a plotka głosi, że za całą sprawą stoi… Watykan.

Koledzy
Karol Wielki i papież Leon byli kolegami. Leon przekazał Karolowi władzę nad Państwem Kościelnym. Na znak tego zaraz po konklawe odesłał mu klucze do Grobu Świętego Piotra. Potem Karol wybronił go przed niechętnymi rodami rzymskimi, które uknuły intrygę, oskarżając papieża o wszystkie możliwe grzechy i występki. Z wdzięczności Leon nałożył na skronie Karola królewską koronę, a zaraz potem uklęknął przed nim – papież przed królem – i oddał mu hołd poddańczy. To tak bajdełej.

Relikwie
A relikwie przechowywano w Rzymie. Wpisały się pięknie w świętoszczątkowy huragan, który porwał średniowieczne chrześcijaństwo, kiedy to do niejednego zamku czy dworu pukał poczciwy brat zakonny, oferując kupno kropli mleka z piersi Najświętszej Panienki, źdźbło ze żłóbka betlejemskiego albo pióro ze skrzydła archanioła Gabriela. Europa szczyciła się posiadaniem co najmniej sześciu relikwii kompletnych głów św. Jana Chrzciciela, z czego dwie były z całą pewnością autentyczne – pierwsza, mniejsza, była czaszką z czasów dzieciństwa proroka, druga zaś była tą, którą poddał dekapitacji kat z polecenia Herodowego.
Reformacja nieco ukróciła poświęcony proceder. Relikwie niemowlęce Jezusa, jako się rzekło, zostały skradzione podczas najazdu na Rzym wojsk Karola V. Odzyskane w cudowny sposób pozostały w owym miasteczku Calcata. Ciągnęły tutaj tłumy pątników, a co roku 1 stycznia urządzano dostojną procesję z nimi. Aż zniknęły w niewyjaśnionych okolicznościach i kult świętych napletka i pępowiny rozpłynął się w niepamięci.

Obrzezanie Jezusa.

Święto Obrzezania
Jeszcze pół wieku temu w kalendarzu liturgicznym stało tak, że 1 stycznia – na zakończenie Oktawy Narodzenia Pańskiego – obchodzono święto Obrzezania Jezusa. Gdyby nie te nieszczęsne „relikwie” pewnie przetrwałoby do dziś. Dotyczyło bowiem faktu bezspornego, wymienionego w Ewangelii (Łk 2,21). Zgodnie z żydowskim zwyczajem, sięgającym historii Abrahama, ósmego dnia po narodzinach chłopiec poddawany był obrzezaniu (usunięciu napletka bądź jego części). Było to pierwsze „przykazanie” (micwa), z którym miał styczność nowo narodzony chłopiec. Była to także jedyna możliwa ingerencja dotycząca zmiany w ciele mężczyzny. Obrzezaniu towarzyszyło nadanie imienia (pierwotnie było to zadaniem matki, później obowiązek ten przeszedł na ojca).

Proroctwo
Obrzezanie Jezusa miało charakter prorocki. Ten obrzęd wiąże się ze zranieniem, a więc także jakimś utoczeniem krwi. W obrzędzie obrzezania po raz pierwszy człowiek podniósł rękę na Boże Ciało i spowodował krwawą ranę. Stało się to zapowiedzią Męki i Śmierci Jezusa. Powiązanie to często wraca w sztuce sakralnej, ukazującej Jezusa jako Męża Boleści, albo też wizerunek Piety – Maryi trzymającej bezwładne Ciało Pańskie, zdjęte z krzyża. Wówczas z przebitego boku Jezusa wypływa krew, która sięga przepaski na biodrach, jakby miała przywołać na pamięć to pierwsze zranienie. Obrzezania dokonano ósmego dnia po urodzeniu Jezusa. Ósmego dnia – bo w pierwszym dniu tygodnia (Mt 28,1) – Jezus zmartwychwstał.

Jezus Mąż Boleści.

Boża Rodzicielka
Święto imienia Jezus obchodzą kościoły protestanckie. Po reformie liturgicznej Soboru Watykańskiego II 1 stycznia obchodzimy uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi. Onegdaj było to wspomnienie liturgiczne, obchodzone w październiku na pamiątkę soboru w Efezie, który ogłosił dogmat o Bożym Macierzyństwie Maryi. Żeby uciąć (nomen omen) te nieco infantylne powiązania napletkiem i pępowiną, w 1969 roku na ósmy dzień po Bożym Narodzeniu (1 stycznia) przesunięto obchód Bożej Rodzicielki, słusznie i pięknie podsumowując tym tytułem i tajemnicą zarazem kwestię wcielenia Słowa Bożego. Trochę tylko żal, że przy okazji niemal zupełnie zanikło święto, dedykowane Imieniu, na które zgina się każde kolano istota niebieskich, ziemskich i podziemnych (Flp 2,10), pociągnięte w otchłań zapomnienia przez zazdrosne relikwie napletka i pępowiny. Czy Watykan rzeczywiście maczał palce w ich zniknięciu? Może kiedyś jakieś ipeeny to wyjaśnią…

Imię Jezus
Podczas obrzezania Syn Maryi otrzymał imię, które wypowiadano wówczas jak „Jeszua” lyb „Jehoszua”. Jak każde imię biblijne i to ma swoje znaczenie: „Bóg zbawia”, „Bóg zbawia” albo jeszcze inaczej „Bóg jest moim ratunkiem”. W grece brzmiało ono „Iesous”, w łacinie „Iesus”. Imię to oznajmił anioł: Maryi podczas Zwiastowania (Łk 1,31) i Józefowi we śnie (Mt 1,20nn). To jest Imię Boże – nie wolno wzywać go nadaremno, jego mocą dzieją się cuda i odpuszcza się grzechy. Dzięki niemu mienimy się być dziećmi Bożymi.