30 lipca 2021

To historia patyka, który leczy, choć po drodze stał się… wężem, żyjącym w Bieszczadach.

Wąż kojarzy nam się z szatanem, zwodzicielem owiniętym jak rura odkurzacza wokół pnia rajskiego drzewa poznania dobra i zła. Tymczasem istota ta ma także boskie konotacje, czego dowodzi niezbicie historia Nachusztana – węża z brązu, albo węża lamentacji (tłumaczenie nie jest jednoznaczne). A było to tak:

Buntownicy
Izraelitów wędrujących przez pustynię do Ziemi Obiecanej dopadła epidemia zgorzknienia. Jęli zatem narzekać na odruch wymiotny, jaki budzi w nich manna z nieba, czego nie można powiedzieć o owocach i warzywach, których smak odbija im się zgagą pamięci z czasów niewoli egipskiej. Pan, w celu opamiętania, dopuścił na nich plagę jadowitych wężów, których ukąszenia były bolesne, a nawet śmiertelne (podejrzanie i niepewnie teologicznie kojarzy się to z problemem koronawirusa). Mojżesz, słynący z anielskiej cierpliwości, wstawił się u Pana za swoim ludem. A Pan się ulitował i kazał mu zamontować na wysokim słupie węża z brązu, aby każdy ukąszony spojrzał na niego, a będzie uzdrowiony, co też się stało (Lb 21). Uzdrowienia dokonywał nie wężopodobny odlew, ale Pan, który wyłapywał zaprawione ufnością spojrzenia, jakie nań kierowali pokąsani (Mdr 16). Wąż potem stał się pamiątką, relikwią a nawet przedmiotem ocierającego się o bałwochwalstwo kultu, któremu kres położył król Ezechiasz, udając się z zabytkiem do najbliższego skupu złomu metali kolorowych (2 Krl 18).

Bez rąk i nóg
Wąż ma zatem boskie, pustynno-buntownicze konotacje. Ale kojarzony jest z bóstwem jeszcze z innego powodu. Nie ma rąk ani nóg. Jak Pan Bóg, który nie rękami uczynił świat, ale swoim Słowem. I wszędzie jest obecnych, choć nie stawia kroków. Onegdaj uważano, że wąż nie ma powiek, a więc nie przymyka oczu, wszystko i zawsze widząc – jak Pan Bóg (węże najczęściej mają jako powieki przezroczyste łuski, zresztą dla bezpieczeństwa narządu wzroku non stop zamknięte; niektóre gatunki mają „prawdziwe” powieki, opuszczane tylko podczas snu).

Ożywiona laska
Bosko ustosunkowany wąż pojawia się wówczas, gdy Mojżesz i Aaron stają przed Faraonem, żądając uwolnienia swoich ziomków. A żeby zrobić wrażenie na egipskim króliku, Aaron rzuca swoją laską o posadzkę, zaś laska zamienia się w węża. Gdy kapłańska elita intelektualna znad nilu robi to samo ze swoimi laskami, Aaronowy wąż rzuca się na te pomniejsze gadziny i pożera je – tak, iż egipskie duchowieństwo musi zdobyć się na zakup nowych patyków. To znak, że Pan Izraela jest Bogiem jedynym i nie masz innego przed Nim (Wj 7).

Mojżesz wywyższa węża na pustyni

Linienie – odrodzenie
Wąż jest symbolem wcielonego Słowa – Chrystusa. On sam mówi o sobie: „A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeby, aby wywyższono Syna Człowieczego” (J 3,14 – jak liczba „Pi”). Później w wężu liniejącym, który na czas cyklicznej zmiany naskórka chowa się w kamienne czeluści, wydaje się być osłabiony a nawet martwy, aż wychodzi na światło dzienne w nowej powłoce, pozbywszy się starej, widziano obraz Chrystusa umęczonego, pogrzebanego i powstającego z martwych.

Apteka i ambulans
Symbol węża wywyższonego przez Mojżesza na pustyni pojawia się w logo aptek, szpitali i ambulansów medycznych – kto nań spojrzy, zachowa życie i zdrowie. Wąż w tym przypadku jest przykładem wieloznaczności symbolu: jeszcze częściej mówi się tutaj o wężu Eskulapa (Asklepiosa) – rzymskiego (greckiego) boga sztuki lekarskiej. Wąż eskulapa – to także nazwa gatunku niejadowitych wężów. Występują nawet w Polsce, ale jedynie w Bieszczadach, gdzie ich pogłowie szacuje się na setkę. Łapią myszy, zapadają w sen zimowy i są pod najściślejszą ochroną.

Gwiazda życia
Na naszych ambulansach wąż Mojżesza/Eskulapa wpisany jest w sześcioramienną Gwiazdę Życia. To symbol wymyślony przez Amerykanów, jakimś cudem nie chroniony patentem, więc używany uniwersalnie. Sześć ramion gwiazdy oznacza poszczególne działania służb ratujących ludzkie zdrowie i życie: wczesne wykrycie, szybkie wezwanie pomocy, pierwszą pomoc, profesjonalną pomoc, transport i specjalistyczną opiekę medyczną. I tak nam karetki pogotowia z historią z Biblii jeżdżą – chyba, że ktoś się przy tej mitologii upiera, to niech mu też będzie.